Miasto - ludzie - rewitalizacja. Reportaże, eseje i wszystko, co pośrodku. Blog działa dzięki stypendium dziennikarskiemu Trust for Civil Society in Central and Eastern Europe
Blog > Komentarze do wpisu
1989

Stoję naprzeciw resztek Muru Berlińskiego i myślę sobie, że jego upadek musiał być dla Niemców niesamowitym doświadczeniem nie tylko w sferze politycznej, społecznej, emocjonalnej - mówiąc krótko, we wszystkich tych aspektach, o których na ogół się mówi. Oto z dnia na dzień, jak w wirtualnej rzeczywistości, której wówczas jeszcze nie było, obywatele Enerde zyskali dostęp do zupełnie nowej części miasta. To tak, jakby, dajmy na to, Krakusom dobudować w ciągu jednej nocy Planty i Kazimierz, a Gdańszczanom – znienacka postawić pod bokiem Sopot. Wychodzisz z kamienicy przy Fredrichstrasse – i w miejscu, gdzie wczoraj przebiegał mur, dziś masz otwartą drogę do ogrodów Tiergarten, które podpatrywałeś nieśmiało z wieży na Alexanderplatz. Rzadki przypadek, kiedy rojenia sytuacjonistów o byciu turystą we własnym mieście stały się rzeczywistością.

Powyżej: malunek na jednym z nielicznych zachowanych fragmentów muru - East Side Gallery na Kreuzbergu. Na dole -  Checkpoint Charlie. Kiedyś słynne przejście graniczne w centrum Berlina, dziś - atrakcja turystyczna z McDonaldsem w tle.

środa, 03 listopada 2010, butycortesa
Tagi: Berlin
Reportaże na blogu pojawiają się dzięki stypendium dziennikarskiemu Trust for Civil Society in Central and Eastern Europe

Polecane wpisy