Miasto - ludzie - rewitalizacja. Reportaże, eseje i wszystko, co pośrodku. Blog działa dzięki stypendium dziennikarskiemu Trust for Civil Society in Central and Eastern Europe
RSS
niedziela, 17 października 2010
Ada-Kaleh

..czyli po turecku „gród na wyspie”. Tak mały, że na starej mapie można pomylić go z pyłkiem kurzu na niebieskiej linii rzeki. „Szmaragdowy pierścień z palca Królestwa Rumunii”, „kosz kwiatów płynący po Dunaju” – tak określano Ada-Kaleh w międzywojniu, złotym wieku dwukilometrowej wyspy.

W XIX wieku przypłynęli tu osmańscy piraci, czmychając z konającego Imperium. Turcy, Kirgizi, Arabowie, Persowie wznieśli wokół okazałego meczetu swoje małe, białe domki, w których modlili się do Allaha i płodzili dzieci. Dziwne, że na tak małej przestrzeni potrafili żyć w zgodzie. Kolejni gubernatorzy korzystali z przywilejów względnej niezależności – najpierw od władz Turcji, potem – Rumunii. To dzięki niej – a konkretnie przywilejom celnym – w latach 20. XX wieku działała tu słynna na pół Europy fabryczka cygar, której produkty trafiały na królewskie salony.

Mircea Cartarescu pisze w „Znikającej Europie”: „W latach trzydziestych wyspa pośrodku Dunaju była jak luksusowy jacht. Jej ulice były pełne kawiarni i nigdy nie zamykających się bazarów, przemyt i handel podawały sobie ręce, na co władza przymykała oczy, jak w Casablance, miłosne historie rozgrywały się za zbyt ciężkimi zasłonami, inicjowane to ziarenkiem haszyszu, to łyżeczką sorbetu”.

Wiem, co myślicie. „Super, trzeba to zwiedzić!”.  Nic z tego - Ada-Kaleh już nie istnieje. Nie został na niej kamień na kamieniu, no chyba że kilkadziesiąt metrów pod wodą. Ada-Kaleh zatopiono w 1970, kiedy Rumunia i Jugosławia rozpoczęły swój wielki projekt budowy hydroelektrowni, poświęcając te parę starych domów i kamieni na ołtarzu nowoczesności. Poniżej wklejam znaleziony w sieci slideshow z dawnymi zdjęciami z wyspy.

 

 

19:01, butycortesa
Link Dodaj komentarz »